| Markus Zusak - Złodziejka książek |
|
|
|
Rok 1939, Niemcy pod władzą Hitlera, wojna, naziści, ale to tylko tło tej opowieści. Dziesięcioletnia Liesel mieszka u rodziny zastępczej w Molching koło Monachium. Jej życie jest naznaczone piętnem ciężkich czasów, w jakich dorasta. Jest łatwa i trudna zarazem. Łatwa, bo czyta się ją w kilka wieczorów. Trudna, bo kiedy narratorem jest Śmierć, nic nie jest proste. Trudno też powiedzieć o czym jest ta książka. Oczywiście jest o dorastającej Liesel, o jej niespełnionej miłości do Rudy'ego, o prześladowaniach. Jest też o wojnie, ale pokazanej w ten sposób, jak chyba mało kto ją opisywał. Właśnie oczami dziecka, którego świat nie sięga dalej niż najbliższa rzeka, sad, z którego można ukraść jabłka. Dziecka, które instynktownie wie, że dzieje się źle, że z otaczającym światem jest coś nie tak, że jak na swoje dziesięc lat zbyt często patrzy Śmierci w oczy. I przewracając kolejną kartkę można się zastanowić, czy życie małej Liesel w Molching jest tylko pretekstem do pokazania okropności tamtych czasów. A może to wojna jest tutaj mniej istotna? Może nie liczy się nic innego niż kolejna ukradziona książka i kolejna noc spędzona w towarzystwie "papy"? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Warto poszukać ich samemu. Słyszałem opinie, że niedługo "Złodziejka książek" doczeka się pewnie ekranizacji, że to bardzo "filmowa" książka. Szczerze mowiąc trochę mnie to zniechęciło, trochę nastawiło negatywnie. W końcu książka to książka, a film to film. Jednak w tym przypadku już po pierwszych kilku stronach można zrozumieć tę opinię. "Złodziejka książek" składa się z bardzo sugestywnych scen, napisanych jakby specjalnie dla filmu, napisanych tak, że czuje się niemal letni wiatr plączący włosy Lisel, kiedy ta ściga się z Rudy'm. Czuje się też dym i pył bombardowanych niemieckich miast. Czuje się też rozpacz bohaterki, kiedy wali się jej mały świat. Czuje się to wszystko w dosadnych, idealnie dobranych słowach (duże brawa dla polskiego tłumacza), w opisach czasami tak zaskakujących, że każą inaczej spojrzeć na świat, który znamy na codzień. Jednak nie tylko to co napisne jest w tej książce istotne i piekne. Dużo ważnych scen dzieje się bez słów, jakby pomiędzy wierszami, jakby autor wiedział, że czytelnik i tak wszystkiego się domyśli. Nie wszystko jest dopowiedziane, a jednocześnie wszystko zostaje powiedziane. Akurat tyle, ile trzeba. I akurat w ten sposób, w jaki trzeba. W końcu Śmierć jako narrator wie wszystko i wie jak o tym opowiedzieć. I opowiada tak, że aż żal, że kiedyś ta książka się skończy. Czytał, Krzysiek |








A jednak odkrywa jego piękno - dzięki wyjątkowym ludziom, których spotyka, oraz dzięki książkom, które kradnie. "Złodziejka książek" to książka, która zmusza do refleksji. Banał? Być może, ale taka właśnie jest ta książka. Nie, nie banalna, ale właśnie zmuszająca do spojrzenia na siebie. 


