| Kolejny chudy budżet - warto oszczędzać |
| Wpisał Krzysiek |
| Czwartek, 21. Październik 2010 12:44 |
![]() Czy jesteśmy w stanie przewidzieć jaki wpływ na domowe budżety będzie miał pakiet stabilizacyjny dla irlandzkich banków, na który rząd wydał 50 miliardów euro? Raczej wątpliwe. Jednak na pewno nie będzie to wpływ pozytywny. Niestety te 50 miliardów z kieszeni podatników to nie jedyna trudność z jaką musi się zmierzyć rząd Irlandii. Dług narodowy sięga 89 miliardów euro, co oznacza wzrost o dokładnie 50 miliardów w stosunku do roku 2008. Istnieje zatem uzasadnione podejrzenie, że budżet niedawnego Celtyckiego Tygrysa po prostu nie wytrzyma obciążenia i rząd nie będzie w stanie spłacać nawet odsetek, nie mówiąc już nawet o regulowaniu samego długu. Jeden z analityków stwierdził, że dług publiczny na poziomie 32 procent PKB, bo taki właśnie się szykuje w tym roku, można znaleźć jedynie w podręcznikach do historii, konkretnie w okresach wojen, albo kataklizmów.
Mimo tych przerażających, nie bójmy się ich tak nazwać, danych Minister Finansów, Brian Lenihan, nie przedstawił żadnego konkretnego planu cięć budżetowych ani na przyszły rok, ani w czteroletnim planie finansowym. Stwierdził jedynie, że wydatki zostaną obniżone o 3-4 miliardy euro, nie wspominając ani słowem o tym gdzie będzie szukał oszczędności. Nikt o zdrowych zmysłach tak naprawdę nie wierzy w ów czteroletni plan finansowy, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, szansa obecnego rządu na przetrwanie kolejnych czterech lat jest chyba mniejsza niż szansa na zdobycie Pucharu Świata przez irlandzkich piłkarzy za owe cztery lata. A kolejny rząd z pewnością przeforsuje swoje własne pomysły na uzdrowienie budżetu, tyle że pewnie znów będzie to raczej lista pobożnych życzeń. Po drugie, biorąc pod uwagę zdolności obecnego rządu do przewidywania trendów gospodarczych w skali kilku miesięcy, mało kto wierzy, że rządowi analitycy poradzili sobie lepiej z okresem czteroletnim. Prognozy o szybkim wzroście w ciągu roku 2010 mają nikłe szanse na sprawdzenie się, a oparcie długofalowego planu na spodziewanej poprawie sytuacji gospodarczej nie należy do najlepszych pomysłów. ![]() Ile zatem euro pozostanie nam w kieszeni w przyszłym roku po cięciach budżetowych i podwyżkach podatków? To zależy głównie od determinacji tego rządu, oraz od tego czy będzie w stanie skutecznie przeciwstawić się wygórowanym żądaniom różnych grup nacisku, np. banków czy związków zawodowych. Porządny plan cięć budżetowych i mniejsze wydatki w sferze publicznej pozwoliłyby oszczędzić kilka miliardów euro, jednak dotychczasowe działania premiera i spółki nie wróżą niczego dobrego. Zamiast zabrać się za oszczędności na własnym podwórku, rząd pewnie pójdzie po linii najmniejszego oporu i podwyższy podatki oraz obetnie wydatki na opiekę zdrowotną i edukację. Prawdopodobnie po kieszeni dostaną też beneficjanci rozbudowanego systemu socjalnego, chociaż raczej mniej niż lekarze i nauczyciele, bo rząd ma wciąż w pamięci rozruchy w Grecji i nie zechce zadrzeć z setkami tysięcy bezrobotnych. Walcząc o "swoje" mogą też wyjść na ulice, nic innego do roboty i tak nie mają. Spodziewajmy się zatem większych wydatków na zdrowie, coraz dłuższych kolejek w szpitalach oraz rosnącej liczby dzieci w klasach. Spodziewajmy się konieczności dalszego finansowania rozbudowanej machiny rządowej biurokracji. Spodziewajmy się też tłumów w urzędach opieki społecznej, bo rosnące podatki dorżną skutecznie jeszcze działające firmy. I spodziewając się tego wszystkiego oszczędzajmy na gorsze czasy, bo rząd wyżywi się sam, ale my być może już niedługo będziemy musieli przejadać oszczędności. I śmiało oszczędzajmy w bankach, nie bójmy się, że upadną. Rząd je uratuje. |









