Home Felietony Zmienna niezmienność
Zmienna niezmienność
Wpisał Administrator   
Czwartek, 09. Wrzesień 2010 14:32
dzwonek

Paradoks użyty przeze mnie w tytule dotyczy rozpoczęcia roku szkolnego w  Polskiej Szkole w Waterford. Jak co roku zdarzają się sytuacje, które wciąż powtarzają się od lat, ale  można też zauważyć pewne zmiany lub nazwijmy to „udoskonalenia pedagogiczne”, które przyciągają coraz większą rzeszę uczniów. 

Co zatem jest niezmienne?- zapytacie. Otóż godziny zajęć lekcyjnych, czyli szkoła będzie otwarta od 9 do 17. I z tym wiąże się problem, który mogę zgrabnie nazwać „resentymentem rodzica” . Aż żal mi patrzeć, jak kierownik szkoły odpędza się od mamuś i tatusiów, którzy niczym wściekłe osy, atakują go o nowy plan zajęć. Wystarczy przez chwile posłuchać tych pretensji, z których każdy rodzic ma swoją rację. Wiadomo, że nie ma złotego środka i każdemu nie można dogodzić. Rozumiem, że komuś mogą nie pasować godziny lekcji. Pojmuje też, że jedni uczniowie są z miasta, a inni z dalekich wsi i miasteczek. Nie mogę zaś zmiarkować dlaczego ci wszyscy „opiekuńczy pretendenci” nigdy się pomyślą by dogadać się między sobą i wymienić własne pociechy w klasach. 


Wiecie co, sądzę, że jest to związane z odwiecznym strachem przed złym postrzeganiem przez otoczenie. Widzę jak każdy rodzic ma normalnie wypisane to na czole, szczególnie jeśli chodzi o klasy początkowe. Zdaje się czytać w ich myślach słowa: „no przecież, co o mnie pomyślą, jeśli sama poproszę tą czy ową panią o przepisanie dziecka?! A jeśli się nie zgodzi?!”.


I co wtedy? Najlepiej znaleźć winnego. A kto nim jest? Oczywiście kierownik, więc niech on dokona cudu. Jeśli nie on to będą złożone odpowiednie roszczenia do Ministerstwa Edukacji Narodowej, odgrażali się rodzice. Ciekawe, czy są to miarodajne aspiracje? Poczekamy, zobaczymy.


Kolejna sprawa to ilość uczniów, która z roku na rok jest coraz większa. Z tego co mi wiadomo, jest ich teraz ponad 420 i ich liczba wciąż wzrasta, ponieważ trwają jeszcze zapisy do zerówki. 


I ten fakt mnie niezmiernie zaskakuje, bowiem każdego roku słychać opinie na temat poziomu w polskiej szkole, że jest za wysoki, że za dużo prac domowych i za wiele się od uczniów wymaga. Co roku słyszę, jak większość żaków, szczególnie tych starszych, odgraża się, że nie zawita w nowym roku szkolnym. W porządku, myślę sobie, przecież ta szkoła nie jest obowiązkowa. A od września wciąż widzę te twarze, plus dodatkowo kilka nowych. Kiedy dopytuję się co jest przyczyną ich ponownego zawitania w naszych uczelnianych progach, słyszę odpowiedź: „rodzice mi kazali”. Jakoś nie mogę do końca przekonać się do tych deklaracji. Bo jeśli przynajmniej w najmniejszym stopniu nie byłaby to decyzja ucznia, to choćby „skały srały” nie pojawiłby się z powrotem. 


Zatem żale rodziców i uczniów na temat poziomu nauki są na tyle bezsensowne, jak fakt pustych enuncjacji, że nikt nie chce chodzić do tej szkoły, ponieważ najlepiej byłoby gdyby stawiano oceny na przysłowiowe „piękne oczy”, a wiedza sama wlewała się do młodych głów strumieniami. Szkoda tylko, że taki koncert życzeń muszą znosić nauczyciele, który notorycznie powtarza się pod koniec roku szkolnego. 


A co nowego? Miło zaskoczył mnie pomysł na zatrudnienie pani od świetlicy, która zajmowałaby się dziećmi podczas przerw i tymi nie uczęszczającymi na nieobowiązkowe zajęcia. Mam nadzieję, że zmniejszy się ilość nieprzemyślanych pomysłów naszych szkolnych urwisów, bo będą zajęci zupełnie innymi „świetlicowymi sprawami”. A powszechnie wiadomo, że znudzone dziecko potrafi zrealizować nie do końca dobrze przemyślane koncepcje uatrakcyjnienia sobie wolnego czasu. 


Z tego co wiem, nie zabraknie również atrakcji dla starszych uczniów. W październiku bowiem mają znów ruszyć warsztaty teatralne, które będą powiązane z zajęciami dla osób nieśmiałych. Ich zadaniem będzie przede wszystkim oswojenie młodzieży z tremą oraz przełamaniem strachu związanym z akceptacją otoczenia. Ciekawe czy nastolatki będą potrafiły otworzyć swoje prawdziwe „ja” przed innymi i pokazać jakimi są naprawdę. 


Osobiście uważam, ze panująca teraz moda na głupotę to wynik rozwoju „luzu” w mass mediach. Do tego można dołożyć błazeńską presję wyrostków propagujących hasło „lepiej być idiotą niż mądrą ciotą”. Przepraszam z góry za użytą formę, ale niestety nie da się tego nazwać inaczej. 


Pozostaje nam zatem uświadomić młodym ludziom, że przejaw inteligencji w ich gronie nie jest niczym złym. Ba, nawet pozwala na szersze poznawanie świata, wychodząc poza  filisterskie kanony dominującego debilizmu.


Reasumując moje spostrzeżenia stwierdzam, że Polska Szkoła w Waterford zmierza w dobrym kierunku. Rozwija się i wychodzi naprzeciw wymaganiom uczniów. Cieszę się, że rodzicie, pomimo trucia i częstej między sobą niesubordynacji zespołowej, doceniają fakt istnienia tej placówki. Bo przecież nikt z nas Polaków; ludzi, którzy chcą celebrować polskie tradycje nie chce wychować własnych dzieci na półanalfabetów. I za to im chwała!


Belfer