| Życie to nie próba generalna |
| Wpisał Bart |
| Poniedziałek, 11. Sierpień 2008 04:22 |
|
Podziwiam wszystkich tych, którzy zdecydowali przenieść się do Irlandii. Zostawiając za sobą rodzinę, przyjaciół, znajome miejsca. Podziwiam Was za zdecydowanie, za odwagę spakowania tego co najważniejsze i podjęcie wysiłku zaczęcia na nowo. Część z tych, którzy zostali w Polsce nigdy nie podejmie wyzwania realizacji swoich marzeń. Część z tych spotkanych tutaj swoje marzenia także odstawiło na potem. Czasu spędzonego tutaj nie da się wynagrodzić. Nie da się wymazać lat spędzonych jedynie między pracą, a łóżkiem. Przyjazd do Irlandii nie musi kończyć się na pierwszej zdobytej pracy i odliczaniu czasu powrotu do kraju. Jeśli odważyliście się tutaj przyjechać, co trzyma Was przed zrobieniem kolejnego kroku? Pierwsza praca jest tylko podstawą, ma pozwolić utrzymać się, poznać język i oswoić się z otoczeniem. Mam znajomych, którzy zaczynali od zbierania kufli w barze czy mycia naczyń na zapleczu, by po jakimś czasie pracować zgodnie ze swoim kierunkiem studiów. Jeden z nich jest dziś ostatnim, jedynym inżynierem budowy w firmie branży deweloperskiej. Bez niego firma przestanie istnieć. Dojście do tego stanowiska zajęło mu cztery lata. Ona zbierała kufle. Z czasem, popołudniami, mogła nalewać piwo. Zaczęła jako ankieterka. Teraz nadzoruje badania rynku. W ich wypadku szczęście stanowiło tylko o części sukcesu. Liczyło się ich nastawienie. I czasem poświęcenie. Kolejny chłopak: „Rzuciłem pracę na budowie za 15 €/h by móc zacząć zgodnie z kierunkiem studiów, za najniższą krajową. Teraz jestem kilka stopni wyżej. Kryzys mi niestraszny. Dostałem dodatkowe punkty za studia”. Oni robią tu dokładnie to samo, co ich znajomi ze studiów w Polsce. Nie czują się zagrożeni recesją. Zarabiają wielokrotność swojej pierwszej wypłaty. I nawet gdyby zmuszeni byli wracać do Polski nie uznają tych lat za stracone. Zaryzykowali przyjeżdżając tutaj. Później nie pozwolili sobie podciąć skrzydeł. Marzyli, mieli gotową wizję tego do czego dążą. Spełnienie w Irlandii niekoniecznie musi się wiązać z pracą, która przynosi pieniądze. Może to być satysfakcja ze zrobienia czegoś dla drugiego człowieka, dla społeczności, do której przynależysz. Zorganizowanie Jasełek, wyjazdu do Wexford, parady z okazji Dnia Świętego Partyka, kolonii dla dzieciaków w Youghal czy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie zapominając o góralach na Dzień Niepodległości, czy konkursach. Szczególnie, gdy są tu Twoje dzieci. Tutaj dorastają, tutaj szukają swojej tożsamości. Zachęcaj do aktywności pozaszkolnej, pozwól działać, niech mają co wspominać. Bart |





