| Wciąż wyżej, i wyżej... |
| Wpisał Bart |
| Poniedziałek, 06. Kwiecień 2009 09:56 |
|
Odwiedziła mnie siostra. Przyjechała, rozejrzała się... Słuchając w jaki sposób odbiera Irlandię przypomniała mi samego siebie sprzed kilku lat: – Jezu, jacy ci ludzie mili... Jacy oni uprzejmi. Są to pewne rzeczy do których przyzwyczajasz się mieszkając tutaj. Że Pan w sklepie mięsnym chętnie wda się w pogawędkę. Że sąsiad krzyknie „Dzień Dobry” z samego rana. Że podchodzisz do krawężnika przy przejściu dla pieszych i auta się zatrzymują. Że idąc ulicą uśmiechniesz się do osoby naprzeciwko i ona Ci ten uśmiech odda. Z drugiej strony przypominam sobie moją sąsiadkę z Polski: - O! Synuś wrócił. A na długo to? Oj! Coś nieczęsto tu, synuś, bywasz. A mój syn... I rozpoczyna się wykład o tym jak świetnie sobie jej chłopak radzi. I dobrze! Cieszę się. Dostał swój czas, wybrał jakieś miejsce, niech bierze z tego co najlepsze i buduje swoją przyszłość. Szkoda tylko, że kredyt na mieszkanie skutecznie zagłusza myśli o potomstwie. Szkoda. Przez pewien moment chodziła mi po głowie myśl, by pomóc rodzicom w zmianie samochodu. Na razie mi przeszło. Zastanawiające było, że samochody w Polsce są tańsze niż w Niemczech. Aż po dokładnej lekturze www.bezwypadkowe.net sam zauważyłem różnicę między samochodem wyprodukowanym przez niemiecką fabrykę a wyrobem samochodopodobnym złożonym przez jakiegoś polskiego kowala. Już wiem dlaczego na fotografiach z wypadków w Polsce samochody pękają wpół. Bo samochód w Polsce to przede wszystkim sposób na zajęcie odpowiedniego miejsca w szeregu, na pokazanie się. Nieważne czy auto jest bezpieczne, nieważne, że powstało z kilku rozbitych. Ma być odpowiednio tanie i wystarczająco wysoko pozycjonować nas na drabinie społecznej. Nie chodzi o przemieszczanie się z punktu A do punku B. Chodzi o to by dojechać jak najwyżej. Bart |





